Wchodząc do gabinetu psychoterapeutycznego wielu spodziewa się przeżyć transcendentalną podróż wgłąb siebie. Podróż ta pokierowana ma zostać przez terapeutę, który stosując sztuczki z pogranicza magii i nauki otworzy wszelkie zakamarki umysłu. Wielu się rozczaruje.

Terapeuta poznawczo-behawioralny to nie Chuck Norris, a sama terapia to nie kosmiczna odyseja. Nie istnieje mentalny kop z półobrotu, który oświeci nas i z dnia na dzień rozwiąże nasze problemy. Terapeuta jest specjalistą posiadającym wiedzę, którą chce przekazać swojemu klientowi. Dzięki niej ten ma zacząć lepiej kierować swoim życiem i powoli zmieniać je w stronę, którą świadomie obierze. Oczywiście istnieją pytania klucze, po zadaniu których zapala się żarówka nad głową. Jednak sam proces terapeutyczny to systematyczna, świadoma i uporządkowana praca nad sobą.

Czemu nie jesteśmy w stanie tej pracy wykonać samodzielnie? Odpowiedź jest dość prosta. Często nie posiadamy wiedzy, jak funkcjonują procesy poznawcze oraz związana z nimi sfera emocjonalna człowieka. Nie posiadamy jej, dlatego że nikt nam jej nie przekazał. Taty nie było w domu, mama za bardzo nie chciała rozmawiać o problemach, a na lekcjach wychowania w szkole najczęściej mówiło się o tym, że nie wolno przeklinać i palić papierosów. Dodatkowo esencją naszych problemów jest to, że nie mamy do nich dystansu emocjonalnego. Bez niego nie jesteśmy w stanie spojrzeć na problem racjonalnie i znaleźć drogi wyjścia. Terapeuta ten dystans posiada. Posiada także wiedzę oraz doświadczenie zawodowe i chętnie się nimi podzieli. Dlatego jest w stanie pomóc, nie rozwiązać problem za kogoś. Nie oznacza to, że swoich trosk nie ma. Znam terapeutów z problemami emocjonalnymi równie dużymi, co ich klientów. Szewc bez butów chodzi?

Słowem podsumowania: nie chcę obdzierać terapii z wyjątkowości. Jest ona znaczącym i wspaniałym przeżyciem w życiu człowieka. Jednak odnoszę wrażenie, że wielu ludzi myśli, że terapia to podróż przed Śródziemie, a terapeuta to Gandalf Szary. Powoduje to spory lęk i dyskomfort. Lęk tak duży, że odwlekamy wizytę i staramy się uciec od problemu. A ucieczką problemów nie rozwiążemy.

2 thoughts on “Terapeuta to nie Chuck Norris”

    • Alicja
    • posted on 20 listopada 2017

    Czasami dobry terapeuta jest jak drogowskaz, który nie radzi, nie ocenia, ale objaśnia co się kryje za danymi stronami. To dzięki jego wiedzy można w sobie wypracować swój własny GPS wolny od przekonań, które często zniekształcają nam mapę. Dzięki, panie Marcinie i do zobaczenia za tydzień 😉

      • admin
      • posted on 23 listopada 2017

      Myślę, że trafiła Pani w punkt, Pani Alicjo. Drogowskaz drogowskazem, ale podróż odbywa się o własnych siłach :). I tutaj gratuluję determinacji i odwagi 🙂
      Dziękuję, pozdrawiam i do zobaczenia
      Marcin Andrzejewski

Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*